Baby girl with Polish flag
ALL, Po polsku / In Polish

“Dlaczego nie zapisałam/em dziecka do szkoły polonijnej…” czyli o niedocenieniu umiejętności pisania i czytania po polsku

Za granicą żyją miliony Polaków, a mimo to w wielu polskich rodzinach dobra znajomość polszczyzny obejmuje tylko dwa pokolenia: emigrantów i ich dzieci (czyli drugie pokolenie polonijne). Trzecie pokolenie, czyli wnuki osób, które wyemigrowały, zazwyczaj zna język polski w słabym stopniu lub w ogóle. Jeszcze gorzej przedstawia się opanowanie polszczyzny pisanej… Szkoda, bo właśnie pokolenie dzieci polskich emigrantów ma wspaniałą szansę na pełną dwujęzyczność, czyli biegłą znajomość języka polskiego i języka (języków) kraju zamieszkania – zarówno w mowie, jak i piśmie. Te dzieci dorastając, mają codzienny kontakt z rodzimymi użytkownikami polszczyzny (przede wszystkim z rodzicami) oraz z rodzimymi użytkownikami języka obowiązującego w państwie, w którym są wychowywane. Jednak sam kontakt z językiem mówionym nie wystarczy, aby w stopniu zaawansowanym opanować te języki i osiągnąć jak najbardziej zrownoważoną dwujęzyczność. A niestety polszczyzna pisana często odsuwana jest przez rodziców na drugi plan, a ostatecznie pozostaje nieopanowana przez dziecko.

Sprawności pisania i czytania dziecko uczy się w szkole i ćwiczy w domu. Za granicą dzieci polskiego pochodzenia uczą się pisać i czytać w języku kraju zamieszkania w szkołach obowiązkowych, do których uczęszczają od poniedziałku do piątku. Kiedy natomiast uczą się pisania i czytania po polsku? Niewielu rodziców podejmuje trud edukacji domowej, która w czasach wiecznego zabiegania i zmęczenia stanowi wyzwanie zarówno dla rodziców, jak i dla samych dzieci… Wielu Polaków zapytanych o możliwość zapisania dziecka do szkoły polonijnej zasłania się różnymi znanymi wymówkami, powiela mity o szkołach polonijnych czy też po prostu zmienia temat…

Dziś omówię kilka takich wymówek, na podstawie których niektórzy rodzice rezygnują z uzupełnienia edukacji swoich dzieci o polską szkołę sobotnią i, co gorsza, zniechęcają do tego innych. Oczywiście konsekwencje ponoszą w przyszłości dzieciaki, dlatego zachęcam rodziców przemyślenia kwestii edukacji dwujęzycznej swoich pociech, póki jest jeszcze na to odpowiedni czas. Mam nadzieję, że ten artykuł pomoże Państwu “pozbierać myśli” w tej kwestii.

“Nie zapisałam dziecka do polskiej szkoły, bo chodzi już przecież do szkoły irlandzkiej/angielskiej/niemieckiej…”

Szkoły polonijne (inaczej: polskie szkoły sobotnie, polskie szkoły weekendowe, polskie szkoły uzupełniające) nie są alternatywą dla obowiązkowej edukacji szkolnej w kraju zamieszkania dziecka, a stanowią jej uzupełnienie. Zajęcia odbywają się zazwyczaj w weekendy, ponieważ w tygodniu dzieci uczęszczają do obowiązkowych szkół w kraju pobytu. Szkoły polonijne oferują zatem możliwość poszerzenia edukacji dziecka między innymi o naukę pisania, czytania, mówienia w języku polskim, o poznanie historii i geografii Polski, stwarzają też sposobność ku pielegnowaniu polskich zwyczajów i tradycji. Nauka w szkole polonijnej to nie tylko możliwość osiągnięcia wyższego poziomu znajomości języka, ale też pogłębienia dwukulturowości. Znajomość języka i kultury etnicznej rodziców pomaga dziecku w zbudowaniu spójnej tożsamości etnicznej. Znajomość języka polskiego pisanego to także możliwość zdawania polskiej matury za granicą, która otwiera drzwi na lepsze studia lub pracę wymagającą solidnej znajomości obu języków (tłumaczenia, polskie media, polskie placówki dyplomatyczne itd.).

“Nie zapisałam dziecka do szkoły polonijnej, bo przecież w domu mówimy do niego po polsku…”

Kontakt z językiem polskim w domu pozwala dziecku od najmłodszych lat przyswajać polszczyznę w kontekście naturalnym, jest to świetny start do osiągnięcia pełnej dwujęzyczności. Szkoła polonijna kształci dziecko nie tylko w mówieniu, ale także w pisaniu i czytaniu. Bez opanowania tych dwóch sprawności mamy do czynienia z niepełną dwujęzycznością, a dziecko nie jest w stanie rozwijać dalszych umiejętności językowych, co skutkuje pozostaniemy na pewnym etapie opanowania języka (zazwyczaj na etapie 7-8 lat). Taka osoba w wieku lat kilkunastu nie przejawia chęci do posługiwania się polszczyzną, ponieważ słaby stopień jej opanowania uniemożliwia precyzyjne wyrażenie myśli i uczuć. Nastolatek w przypadku przeprowadzki do Polski nie uniknie problemów w szkole, a co za tym idzie – ogromnego stresu i obciążenia psychicznego. Gdy pozostanie za granicą, będzie pozbawiony szansy zdawania matury z języka polskiego w kraju zamieszkania, co zapewniłoby mu kilka dodatkowych punktów na certyfikacie z egzaminu dojrzałości. W życiu dorosłym nie będzie miał możliwości znalezienia pracy, w której mógłby w pełni wykorzystać swoją dwujęzyczność, bo umiejętność poprawnego pisania w obu językach to wymóg konieczny w takich branżach jak tłumaczenia, PR, marketing, reklama.

“Do szkoły polonijnej chodzą tylko dzieci tych, którzy zamierzają wrócić do Polski…”

Oczywiście szkoły polonijne na pewno pomogą dziecku przygotować się do rozpoczęcia edukacji i życia w Polsce, natomiast nie są to placówki nastawione tylko i wyłącznie na ten cel. Uczniowie polskich szkół to przede wszystkim dzieci tych, którzy znają rolę pochodzenia i korzeni w wychowaniu, budowaniu tożsamości dziecka czy kontaktach rodzinnych; to dzieci tych, którzy intuicyjnie czują, że uczenie dziecka swojego języka i wspieranie wiedzy o korzeniach jest dla niego szansą na zdrowy rozwój; to dzieci tych, którzy inwestują w dwujezyczność swoich pociech.

“Moje dziecko uczęszcza na wiele zajęć dodatkowych, na przykład: boks, piłkę nożną, taniec, teatr, zajęcia plastyczne i chór. Nie ma już czasu na szkołę polonijną…”

Fakt: pięć dni obowiązkowej szkoły w kraju zamieszkania, cztery razy w tygodniu zajęcia dodatkowe plus polska szkoła w sobotę to raczej zbyt bogaty plan tygodnia dla 8-latka. Może warto zrezygnować z niektórych zajęć dodatkowych, oczywiście najpierw ustaliwszy to z dzieckiem. Szkoła polonijna to dodatkowy dzień nauki, ale jest to przede wszystkim inwestycja w dwujęzyczność, a korzyści dla dziecka są pewne zarówno teraz, jak i w przyszłości.

“Nie zapisałam dziecka do polskiej szkoły, bo to zbyt duży wydatek…”

Szkoły działające przy Ambasadzie RP są bezpłatne, jednak ilość miejsc jest ograniczona i często zbyt mała. Warto rozejrzeć się za polskimi szkołami społecznymi w Państwa okolicy. Takie szkoły mają długą tradycję (w Wielkiej Brytanii powstawały już w XIX wieku), wykwalifikowaną kadrę i ciekawą ofertę dydaktyczno-wychowawczą. Koszt w Irlandii to ok. 13 euro za dzień (zajęcia odbywają się raz w tygodniu). Szkoły społeczne często oferują darmowe podręczniki dla uczniów i organizują wiele konkursów, w których do wygrania są nagrody książkowe.

“Znajomi mówili mi, że polska szkoła nic nie daje…”

Większość szkół polskich za granicą układa swój program dydaktyczny i wychowawczy w oparciu o „Podstawę programową dla uczniów polskich uczących się za granicą”. Oczywiście, mimo wykwalifikowanej kadry czy dobrych podręczników, efekty w tej samej klasie mogą być różne. Wynika to zarówno z umiejętności i zdolności uczniów, poświęconego przez nich czasu na naukę w domu, jak i z postaw rodziców względem Polski i języka polskiego. Trzeba pamiętać, że wszelkie negatywne opinie o Polsce, języku polskim, szkole polskiej itp. padające przy dziecku z ust rodziców mogą skutecznie studzić zapał dziecka do nauki. Rodzice powinni mieć na uwadze, że dla dziecka jest to dodatkowa praca umysłowa, dodatkowy dzień szkoły, dlatego należy je motywować, rozmawiać z nim o dwujęzyczności, pomagać mu w odrabianiu pracy domowej i -przede wszystkim- pokazywać swoją postawą (słowami i czynami), że to, co robi, jest słuszne i ważne dla całej rodziny oraz najbliższego otoczenia.

“Moje dziecko nie chce iść do polskiej szkoły…”

Powody takiej niechęci mogą być różne, dlatego warto najpierw porozmawiać z dzieckiem i je poznać. Zawsze można też przyjść tylko na jeden dzień i zobaczyć, czy dziecku się spodoba. Można spróbować w dowolnym terminie, większość szkół przyjmuje uczniów przez cały rok. Szkoła polska za granicą to nie tylko lekcje i nauka z podręcznika, to także wiele ciekawych projektów edukacyjnych, rozmaitych konkursów z nagrodami, a także celebrowanie polskich (oraz międzynarodowych) świąt i zwyczajów (jasełka, kolędowanie, karnawał, andrzejki, Dzień Dwujęzyczności, Dzień Niepodległości, Dzień Książki, Dzień Sportu itp.). To niezwykła szansa na nowe znajomości i zawiązanie przyjaźni na całe życie.

Oczywiście polska szkoła to nie jest jedyna droga do opanowania przez dziecko umiejętności pisania i czytania po polsku. Świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla rodzin, które nie mają w pobliżu szkoły polonijnej, są polskie szkoły internetowe, które zapewniają dostęp do materiałów edukacyjnych, scenariuszy lekcyjnych, lekcje on-line prowadzone przez polskich nauczycieli, a także egzaminy na koniec roku szkolnego. Alternatywą są też indywidualne korepetycje z języka polskiego (w domu lub on-line). Trzeba wówczas zadbać o warunki do zajęć lekcyjnych w domu, przygotowanie i kwalifikacje nauczyciela, odpowiednio dobrane materiały dydaktyczne i motywację dziecka do zajęć domowych. Dla wielu rodzin świetnym rozwiązaniem jest właśnie edukacja domowa, kiedy to rodzic pełni rolę nauczyciela. Sporo mam i tatusiów rodziców świetnie czuje się w roli nauczycieli, a ich dzieci chętnie korzystają z edukacji domowej – trzeba jednak pamiętać o odpowiednim dobraniu ćwiczeń do poziomu wiedzy i umiejętności językowych dziecka.

Zachęcam do zapisania dziecka do szkoły polonijnej (stacjonarnej lub internetowej) jako nauczycielka polonijna i jako mama, bo wiem, że szkoły oferują wykształcenie i doświadczenie kadry, sprawdzone podręczniki, bibliotekę, ciekawe konkursy i projekty edukacyjne, a co najważniejsze dla maluchów: możliwość zawierania znajomości z rówieśnikami polskiego pochodzenia, czyli osobami w tej samej sytuacji życiowej. Jeśli z różnych powodów nie chcą lub nie mogą Państwo skorzystać z ofert miejscowych szkół polonijnych, warto spróbować innych opcji – jak przytoczone powyżej zajęcia indywidualne, lekcje z rodzicami czy polskie szkoły internetowe. Zachęcam, aby w codziennym zabieganiu znaleźli Państwo chwilę na przemyślenie kwestii nauki pisania i czytania po polsku – Wasze pociechy bez wątpienia na tym skorzystają.

Pisanie i czytanie oferuje dziecku niesamowite możliwości; jest to droga do wyrównanej dwujęzyczności i płynących z niej korzyści: poznawczych (czytanie stymuluje obie pólkule mózgu), językowych (lepsza znajomość języka, myślenie metajęzykowe, kreatywność językowa), edukacyjnych (możliwość zdawania matury z języka polskiego, która zapewni dodatkowe punkty w rekrutacji na studia dowolnego kierunku), zawodowych (praca z użyciem obu języków w tłumaczeniach, polskich mediach na świecie, polskich ambasadach na świecie), psychologicznych (zrozumienie swoich korzeni, zbudowanie spójnej tożsamości etnicznej, większa pewność siebie).

O zaletach płynących z dwujęzyczności przeczytasz więcej tutaj.

9 thoughts on ““Dlaczego nie zapisałam/em dziecka do szkoły polonijnej…” czyli o niedocenieniu umiejętności pisania i czytania po polsku”

  1. Ja poślubiłam Anglika i 24h mówi się u mnie w domu po angielsku. Pytałam o polska szkole bo córka ma 5 lat i chciałbym by z dziadkiem się dogadala. Polscy nauczyciele mówią słabo po angielsku więc jak sugeruje pani ten problem rozwiązać?

    Like

    1. Dzień dobry, dziękuję za pytanie. Przede wszystkim radziłabym, aby Pani zaczęła jak najwięcej mówić do córeczki w języku polskim (a do męża nadal w języku angielskim, mąż do córki i Pani też w angielskim) – to strategia OPOL (ONE PARENT-ONE LANGUAGE), w której każdy rodzic mówi do dziecka w swoim języku etnicznym. Można wprowadzać polskie słowa do angielskich zdań, nawet w trakcie zabawy czy codziennych sytuacji życiowych – tak, aby dziecko nie czuło się obciążone nauką, a mogło poznawać jak najwięcej wyrazów dotyczących najbliższego otoczenia czy wyrażających nasze podstawowe emocje i potrzeby. Pięć latek to wiek, kiedy jeszcze jest duża szansa na wprowadzenie polskiego, ale to jednocześnie wiek, w którym dziecko ma już swoje zdanie i powinniśmy je uszanować. Dlatego na początku to może być sytuacja nienaturalna dla córki, że wplata Pani polskie zwroty, bo przecież do tej posługiwała się w kontakcie z mamą językiem angielskim i dlaczego mama chce to zmienić (to trochę tak, jakbyśmy kazali jej nagle chodzić na rękach, kiedy od tylu lat chodzi na nogach i nie sprawia jej to problemu). Warto uważać, by nie zrazić jej do polskiego (nie można z dnia na dzień zacząć mówić do dziecka tylko po polsku), ale jednocześnie konsekwentnie mówić coraz więcej po polsku, by dziecko miało więcej okazji do chłonięcia słownictwa (wraz z gramatyką) oraz rozmawiać z dzieckiem o Polsce, że to kraj skąd jest mama, że mama tam mieszkała, gdy była w Twoim wieku, że tam mieszka dziadek i mówi właśnie po polsku itp. – tak, by ten język zaczął być dziecku bardziej bliski, by zrozumiała powody, dlaczego ten język pojawił się w domu i jej życiu. Rola rodzica w edukacji dwujęzycznej jest nie do przecenienia, bo rodzic to miłość i wzór w oczach malucha – dlatego od nigdzie dzieci nie przyswajają języka tak szybko, jak od rodzica w domu (a gdy rodzic pokazuje swoją postawą, że ten język jest ważny, to dziecko nie poddaje tego w wątpliwość). Dzięki używaniu przez Panią polskiego do córki, będzie ona miała z językiem polskim kontakt przez kilka godzin dziennie w kontekście naturalnym (czyli w konkretnej sytuacji życiowej, na przykład usłyszy wyraz “chleb” i go dotknie/ugryzie, a nie tylko zobaczy na zdjęciu w podręczniku), a to o wiele więcej niż zajęcia w szkole, które nie są w stanie zastąpić języka polskiego w domu, a uzupełniają go raz w tygodniu o ćwiczenia w mowie, piśmie, czytaniu, o wiedzę o Polsce: historię, geografię kulturę itp. Zaczynamy od rzeczowników, bo to nazwy rzeczy, które łatwo je wskażemy w najbliższym otoczeniu (w domu, na spacerze itd.), a następnie wprowadzamy czasownik w 3 osobie liczby pojedynczej (mama śpi, tata je, Ala biega, dziewczynka rysuje, pani czyta itp.), dlatego że na tej formie opiera się koniugacja czasowników w polszczyźnie – innymi słowy: jeśli dziecko zapamięta 3 os.l.p. “je”, to za jakiś czas wprowadzmy już inne formy tylko przez dodanie końcówek (1 os. lp.: je-m, 2 os.lp. je-sz, 1 os.lm. je-my, 2 os.lm. je-cie, 3os.lm je-dzą). Jeśli chodzi o polskie szkoły, to nie uznawałabym nieznajomości angielskiego przez nauczycieli za przeszkodę w tej sytuacji. Ja posługuję się angielskim biegle, a mimo to podczas zajęć w klasie, gdzie jest choćby jeden uczeń wyłącznie anglojęzyczny (nie zna polskiego w ogóle lub zna bardzo słabo), staram się nie używać angielskiego, dopóki naprawdę nie będzie to koniecznie – po pierwsze dlatego, że jeśli będę dziecku tłumaczyć wszystko, co mówię na angielski, to przestanie ono słuchać polskiego, a zacznie czekać tylko na te tłumaczenia; po drugie: takie dziecko będzie do mnie (i do innych) mówiło tylko po angielsku, bo dzieci działają praktyczne i jak zauważą, że ten język znam, to już nie próbują mówić po polsku, bo po co sobie utrudniać?; po trzecie: cała klasa przełącza się wówczas na język angielski i możemy zapomnieć o polskim, a przecież przyszliśmy do polskiej szkoły, by mieć kontakt z polszczyzną. Dlatego ważne, aby nauczyciele potrafili zrozumieć podstawowe zwroty (“chcę do toalety”, jestem głodna, chce mi się pić, boli mnie palec itp.), a podczas zajęć używali jak najwięcej polskiego. Jeśli dziecko będzie otoczone tylko polskim w polskiej szkole, to szybciej go opanuje, choćby w podstawie, i wtedy coraz chętniej zacznie samo używać. Natomiast jeśli pokażemy dziecku, że w polskiej szkole mówi się po angielsku i z każdym się w tym języku dogada, to dziecko nie będzie widziało potrzeby używania tam polskiego. Także najważniejsze to zacząć wprowadzać polszczyznę mówioną w domu, bo to jest na ten moment najcenniejsze dla dziecka i najskuteczniejsze, a dodatkowo można zapisać dziecko do polskiej szkoły, gdzie pozna rówieśników mówiących po polsku, będzie miało jeszcze więcej kontaktu do nabywania i używania polskiego. Trzymam za Panią i córeczkę kciuki! Proszę o kontakt, gdyby miała Pani dalsze pytania.

      Like

  2. A ja bym chetnie wyslala moje dzieci do polskiej szkoly (jestem jedyna mowiaca w domu po polsku), ale niestety najblizsza szkola polonijna znajduje sie w paryzu – 4 godziny drogi ode mnie. I co w takim wypadku? Nie czuje sie na silach by uczyc dzieci pisowni, a juz na pewno nie historii, czy geografii. Czytamy ksiazki, ogladamy atlasy, piszemy podstawowe slowa, ale duzo dalej poza to nie wyjdziemy. Niestety

    Like

    1. Pani Marto, dziękuję za wiadomość. Można spróbować zapisać dzieci do polskich szkół internetowych (https://www.libratus.edu.pl/o-projekcie/, https://polskaszkolainternetowa.pl/O-nas-1.html) albo skorzystać z korepetycji online (http://www.polski-online.pl/jak-zapisac-sie-na-korepetycje-z-jezyka-polskiego-online/). Lekcje domowe (podczas których Pani jest nauczycielem) na pewno będą łatwiejsze, gdy znajdzie Pani gotowe i ciekawe materiały – polecam: https://www.superkid.pl/jezyk-polski i http://wlaczpolske.pl/index.php?etap=10&i=762 . Świetnie, że Pani czyta i pisze z dziećmi, bo to umiejętności rozwijające pracę mózgu, a dzięki nim dzieci przyswajają też sam język. Gratuluję Pani postawy i życzę powodzenia! Mam nadzieję, że podane rozwiązania przyniosą efekty!

      Like

  3. “Szkoła polonijna to dodatkowy dzień nauki, ale jest to przede wszystkim inwestycja w dwujęzyczność, a korzyści dla dziecka są pewne zarówno teraz, jak i w przyszłości.”

    Mimo tego, ze nasze dzieci ucza “sie” (w systemie domowym) jezyka polskiego, jestem daleki od tego, aby twierdzic, ze korzysci z tej nauki dla dzieci sa “pewne” (teraz i w przyszlosci). Jak mozna bowiem ocenic, rezygnujac z czegos na rzecz czegos zupelnie innego (dajmy na to, zajecia z gimnastyki w zamian za zajecia z j. polskiego), ze jedne bedzie bardziej “korzystne” niz drugie? (nb, slowo “korzysc” ma tak wiele znaczen, ze juz to oznacza, ze korzysci z x nie mozna porownac z niekorzyscia y.
    Oczywiscie, mozna powiedziec, ze lepiej gdy czlowiek wie wiecej, niz mniej, lepiej, gdy zna dwa jezyki, a nie jeden, lepiej, gdy ma do wyboru (przynajmniej w teorii) dwa miejsca zamieszkania, lepsze szanse na prace, itd. Ale czy akurat znajomosc j. polskiego bedzie ta “pewna” korzyscia w przyszlosci, tego nie moge powiedziec (choc w zasadzie dwujezycznosc, czy aspiracje do tejze, maja jakoby ulatwic nauke innych jezykow (obcych) – takiego ulatwienia nie zauwazylem, ani u siebie, ani u dzieci. Oczywiscie, aby zauwazyc roznice, trzeba by prowadzic dwa, rownowlegle zycia. W kazdym razie, mimo tego, ze nasze dzieci codziennie narazone sa na indoktrynacje (delikatna, ale stala) na tematy lingwistyczne, nie zauwazylem, aby inne jezyki obce przyswajaly sobie latwiej.

    nb, uzycie terminu “dwujezycznosc” jest moim zdaniem naduzyciem, jesli dwujezycznosc rozumiec jako (mniej wiecej) ROWNA bieglosc w uzywaniu dwoch jezykow. Takiej dwujezycznosci, na emigracji, osiagnac sie praktycznie nie da (ale to oddzielny temat). Oczywiscie sa wyjatki i nie jest to czarno-bialy osad “spektrum”, jednak mowie to na na podstawie 10 letniego doswiadczenia w probie dwujezycznego wychowywaniu dwojki dzieci na emigracji, oraz na podstawie obserwacji innych, polskich rodzicow.

    Generalnie, wymaga to wiele wysilku, non-stop, a niestety efekty sa… no coz, efekty SA, ale biorac pod uwage ten czas i wysilek (rodzicow i dzieci), stawia sobie czesto znak zapytania – czy warto? Czy nie lepiej, aby dziecko bylo w pelni osadzone w swiecie, ktory je otacza na codzien? Czy nie lepiej, aby te wiele godzin w tygodniu przeznaczone na nauke j. polskiego, nie przeznaczaly na rozwijanie swoich zainteresowan, lub tez, na nauke jezyka bardziej “korzystnego”, niz polski?

    Like

    1. Dzień dobry 🙂 Na wstępie chciałabym wyjaśnić, dlaczego użycie terminu “dwujęzyczność” NIE jest nadużyciem. Dwujezyczność to umiejętność posługiwania się dwoma jezykami – nie trzeba być równie biegłym w obu, aby być osobą dwujezyczną. W rzeczywistości jest tak, że osób, które opanowały swoje dwa języki w równym stopniu jest niewiele, to raczej taki ideał do którego można dążyć. Z tego powodu nauka odeszła już dawno z definiowania dwujęzycznosci jako znajomości dwóch języków w równym stopniu (to tylko jeden typ dwujęzycznosci- zrównoważona). Wyróżnia się różne rodzaje dwujęzyczności w zależności od czynników, które bierzemy pod uwagę. Możemy wyróżnić m.in. dwujęzyczność równoczesną, sekwencyjną, zubażającą, wzbogacającą, dziecięcą, późną, emigrancką, zrównoważoną, pełną, bierną. Trzeba tu zaznaczyć, ze nie trzeba wykształcić 4 umiejętności językowych (rozumienie, mowienie, czytanie, pisanie) w obu językach, by być dwujęzycznym. Na przykład osoby, które opanowały jeden język tylko w mowie (bez pisania i czytania) też są dwujęzyczne, nawet osoby które tylko świetnie rozumieją drugi język, ale nie tworzą w nim wypowiedzi są uznawane przez naukowców za osoby dwujęzyczne. Zachęcam do zglebienia tematu w literaturze, np. poradnikach dla rodziców dzieci dwujęzycznych autorstwa Colina Bakera, B. Zurer-Pearson. Zdecydowana większość osób dwujezycznych posluguje się lepiej jednym ze swoich języków – jest to język dominujący, zazwyczaj język kraju zamieszkania (większości). Język mniejszości siłą rzeczy ma dużo niższe szanse rowinąć się w tym samym stopniu ze względu na ograniczony kontekst jego użycia – małe zróżnicowanie osób (na co dzień to zazwyczaj tylko rodzice), miejsc (na co dzień dom), tematyki i sytuacji, w których mozna go używać. Tutaj na pewno pomaga szkoła polonijna, która daje okazje do rozmów z rowieśnikami i rozwijania języka polskiego w rozmaitych sytuacjach. Nie jest to jednak jedyna opcja, na pewno jednak niezmiernie korzystna dla rozwoju języka mniejszości.
      Co do korzyści – od lat na całym świecie prowadzone są badania naukowe, w których biorą udział dzieci dwujęzyczne. Wyniki takich badań potwierdzają korzyści rożnego rodzaju, m.in. kognitywne (pozytywne oddziaływanie dwujęzycznosci na kreatywne myślenie, na analizowanie, uwagę selektywną), społeczne (postawa tolerancji i otwartości), psychologiczne (większa pewność siebie wynikajaca ze znajomości własnych korzeni, konstrukcja tożsamosci), edukacyjne, a nawet ekonomiczne (lepsza praca i zarobki). Oczywiście nie wszyscy doświadczają tych samych korzyści z dwujęzycznosci w równym stopniu – na przykład: znam dzieci, które same przyznają, że uczą się kolejnych języków z łatwością i osiągają w przedmiotach językowych wysokie wyniki w nauce w porównaniu do jednojezycznych rówieśników; znam tez takie, ktore nie widzą tu zadnego pozytywnego wplywu dwujęzycznosci. To, co liczy się dla mnie najbardziej spośród wszystkich tych korzyści to więzi rodzinne. Dwujezyczność wpływa pozytywnie na budowanie więzi z rodzicami, dziadkami i dalszą rodziną. Język to nie tylko komunikacja, to także zakorzenione w nim wartości, sposób postrzegania świata, wyrażania emocji, to także zasady grzeczności językowej. Dzieci dwujezyczne mają szanse zbudowania trwałej i silnej więzi rodzinnej, bo mogą komunikować się np. z dziadkami i rodzicem/rodzicami w ich języku ojczystym. Wszystko to ściśle wiąże się z poznawaniem i dziedziczeniem języka i kultury, poczuciem przynależności, a także budowaniem tożsamości przez młodego człowieka.
      Oczywiście każda rodzina decyduje sama, czy i jak przekazuje dziecku język polski, czy warto zapisać dziecko do szkoły polonijnej czy na inne zajęcia. Nie spotkałam jednak żadnej osoby dwujęzycznej (ani nie czytałam o takowej), która po latach żalowałaby tego, że zna dwa języki lub że uczyła się języka ojczystego rodziców w dzieciństwie – nawet jeśli to język regionalny, używany przez nieliczną społeczność.

      Like

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s